Ten tytuł wskazuje, że mamy sprawczość w zakresie naszej energii.
Planowanie i zarządzanie mówi do nas, że możemy coś osiągnąć, ale też, że musimy się do tego przygotować i odpowiednio dysponować naszymi zasobami.
Nasza atrakcyjność rośnie kiedy nasz poziom energii jest na wysokim poziomie:
- mamy naładowane żywotnością oczy,
- ciekawie i żywo opowiadamy, wykorzystując bogaty zasób słów i bazę danych naszej pamięci,
- jesteśmy wyprostowani i swobodnie się poruszamy,
- mamy czyste ubranie, obcięte paznokcie, umyte włosy i zęby?;-)
I wydaje się, że tacy ludzie nigdy nie tracą zasobów energetycznych. Są stale naładowani.
Część z nas ma jednak niski poziom energii:
- ciężko jest nam „zebrać się do kupy” dosłownie i w przenośni,
- nie mamy siły na utrzymanie koncentracji w trakcie rozmowy i często zapominamy o czym chcieliśmy powiedzieć,
- z trudem chodzimy, mamy zwieszoną postawę ciała,
- nieprawidłowo oddychamy, zgrzytamy w nocy zębami,
- jesteśmy przygaszeni.
I nie mamy nadziei, że jesteśmy w stanie się zrewitalizować. Przyjęliśmy, że taki jest nasz stan. Dlaczego tak się dzieje? Jest kilka przyczyn, które znamy na pamięć:
- za mało pijemy wody,
- nie wysypiamy się,
- źle oddychamy,
- źle się odżywiamy,
- za dużo pracujemy,
- mamy za dużo na głowie itd.
WAŻNYMI PRZYCZYNAMI OBNIŻONEJ ENERGII SĄ TŁUMIENIE EMOCJI I NADMIERNA KONTROLA
Gdy na rynku pojawiły się książki i szkolenia z „planowania i zarządzania czasem” wielu z nas uległo złudzeniu, że można zaplanować i skontrolować pojawienie się niemalże wszystkiego. Męża, żony, dziecka, lepszej pracy itd. Oczywiście części z nas się to udaje.
Udaje się nawet „planowanie i zarządzanie własnymi zasobami energetycznymi”.
Chodzimy na jogę, basen, biegamy, medytujemy, masujemy się, dobrze jemy i oddychamy pełną piersią.
Jednak, gdy z jakiegoś powodu nie udaje się zrobić tych wszystkich rytuałów – system się wali. Dlaczego? bo albo nie jesteśmy elastyczni albo boimy się, że utracimy kontrolę nad naszymi planami.
Ten lęk potrafi wywołać złość, którą tłumimy, bo jak tu pokazać złość światu na to, że dzisiaj nie medytowaliśmy?!
A tak naprawdę czy wiemy ile emocji tłumimy w sobie od dzieciństwa? Każdy kto ma chroniczne napięcia w ciele, powinien zastanowić się czy ogranicza wyrażanie siebie? Ale jak ja się zacznę „swobodnie wyrażać” to dopiero się zacznie… ! To często słyszę w gabinecie:)
Jest dobra wiadomość. Można nauczyć się w bezpieczny sposób wyrażać emocje. Ważne żeby zacząć od zbudowania „bazy”.
W metodzie Lowena nazywa się to UZIEMIENIEM I polega m.in. na puszczaniu napięć i kontroli, na poddaniu się.
To uwalnia energię stłumionych uczuć, puszczają napięcia w ciele, których początkowo możemy nie rozumieć, ale przyjmowanie tego co pokazuje ciało, poddanie się temu, puszczenie kontroli jest krokiem w procesie odzyskiwania samego siebie i budowania zasobów energetycznych.